|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|
czwartek, 19 kwietnia 2012
Kochana Przyjaciółko, Piszę do Ciebie list ponieważ dawno Cię tu nie widziałam i nie mam z kim rozmawiać o świstakach. No na przyklad, że potrzebują nowy zapas folii aluminiowej, a Ty jesteś specjalistką od sprzedaży i mogłabyś załatwić jakiegoś srebrzystego kuriera w pakiecie. Kluczowe jednak stwierdzenie to "nie mam z kim rozmawiać". Na jakie temat zapytasz? a no na przykład o facetach i interakcjach, o tym, że ludzie są dziwni a buty ortopedyczne drogie, a tak w ogóle to peeeling cukrowy jest bardzo przyjemny. Nieważne na jaki temat tak naprawdę. Jesteś wyjątkowa więc mogę rozmawiać o czymkolwiek, byle z Tobą. Wróć. Siedzę tu w przysłowiowych czerwonych majtkach z tafty jak zawsze kiedy mi Ciebie brakuje i czekam. Całusy - zawsze Twoja wirtualnie i na serio Druga Żeńska Połówka Umysłowa.
wtorek, 06 grudnia 2011
Mikołajkowo zacznę nowy wątek, pewnie oklepany w zalewającej nas czerwieni i bieli brodatych facetów, pjących bąbelkowy napój o chemicznej czysto zawartości. Ważna dla mnie jest niezwykle sprawa wysyłania dobrej energii w przestrzeń, a ta przestrzeń przyjmuje wszystko co daję i wchłania jak gąbka. Chwilowo zalewa nas fala życzliwości, wymuszona dniami świątecznymi, zręcznym marketingiem, koniecznością zwiększenia sprzedaży, utrzymaniem stereotypów. Wartości duchowe we współczesnym społeczeństwie ustępują na dalszy plan. W zalewie ulotek co mogłabym jeszcze kupić moim bliskim, siedzę nad najtańszymi znalezionymi kartkami i szukam odpowiednich ważnych, ciepłych słów, w miejsce oklepanych wydrukowanych już fabrycznie, które naprawdę chciałabym przekazać osobom, na których mi zależy. Niewiele trzeba, żeby stać się prawdziwym Świętym Mikołajem. Czasem dobre słowo jest ważniejsze niż największy nawet prezent. Postanowiłam zostać Św. Mikołajem całorocznym. Takim który będzie strapionym ludziom przynosił słowa pociechy, nadziei i miłości. Nie będą to słowa na miarę proroka, zbawiciela, mesjasza, ale na miarę człowieka, który tak samo popycha kamień po górkę. Dziś uruchomiłam nowe pokłady życzliwości na przyjaciół i dla obcych, którzy zadzwonili do mnie w służbowych sprawach. I niech tak będzie do następnych Mikołajek. A za rok odnowię dla siebie takie życzenia. Żeby mi energii starczyło w obdarowywaniu ludzi po prostu życzliwym byciem obok.
czwartek, 01 września 2011
Jako dwunastolatka grałam w kartcianą gre "Flirt towarzyski" ze starszymi kuzynami. Miałam niezłe wypieki na twarzy. Otrzymanie od starszego chłopaka komunikatu typu: "podoba mi się Twój uśmiech" przyprawiało o zawrót głowy. Zasady gier towarzyskich do dziś się nie zmieniły. Zmianom podlega jedynie miejsce gry i wiek uczestników. Pytanie czy traktujemy to poważnie czy nie? Ludzie nadużywają flirtu pod każdą postacią nawet w tych momentach kiedy chcieliby powiedzieć coś tak naprawdę od serca. Powszechny lęk przed odrzuceniem nie sprzyja rozwojowi żadnego rodzaju relacji, nawet przyjacielsko-koleżeńskich. Szkoda, bo ludzie zwyczajnie zaczynają się mijać i przedkładać grę towarzyszką nad zwykłą, normalną znajomość. Tak jest łatwiej, szybciej, ale nie przyjemniej, bo obie strony mają świadomość, że nie dowiedzą się jakie były prawdziwe intencje stron. W czasie tego wymuszonego tokowania gubimy normalne życie. Ech ... szkoda czasu. Efekt czerwonych policzków jest niewspółmerny do zaangażowania czasu i energii. Ale niektórzy nigdy nie wyrastają ponad wiek dwunastu lat.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
O ileż życie byłoby prostsze, gdyby ludzie zwracali się do siebie tak, żeby uniknąć: drugiego dna, czytania miedzy wierszami, nad i podtekstów. Hmmmm może to wyższa szkoła jazdy w komunikacji międzyludzkiej? Jest pan i pani. W coś grają. I nie jest to gra w życie. jeszcze nie, być może nigdy nie będzie. Jest to gra, pod nazwą starą jak świat: flirt towarzyski. I w sumie jest ok. Można się tak bawić w nieskończoność, dopóki nie zacznie to jednego z graczy uwierać. I tu dochodzimy do sedna. Może w pewnym momencie, kiedy ta gro-zabawa wchodzi na inny poziom, powinno się zacząć nazywać rzeczy po imieniu? Czemu ludziom nie przechodzą przez gardło proste, nie zmuszające do niczego wyznania: lubię cię, jesteś ważny, potrzebuję cię - a nawet takie rozkoszne i jakże miłe: bawisz mnie, czas z tobą to relaks......
Nie ma tego, a w zamian są jakieś podchody, coraz bardziej wyrafinowane mentalno-słowne puzzle i mamy sytuację, ze i pan i pani kręcą się wokół osi własnego sobą zainteresowania, nie robiąc kroku w żadną ze stron.On na coś czeka, ona na coś czeka. I tak trwają. Jest czas dystansowania się i czas zbliżania, i znów czas dystansu, i znów czas powrotu....cały czas nikt nie wie o co tak naprawdę chodzi. Do czego to zmierza. Czym się skończy. Strasznie to męcząca sytuacja, którą każda ze stron mogłaby rozwiązać jednym stwierdzeniem, jedną deklaracją - bo gierki są fajne, ale jak za długo trwają, stają się męczące i w sumie nudne:)
A.
środa, 17 sierpnia 2011
Jako mało oświecony jeszcze umysł nie będę się wypowiadać w sprawie życia po śmierci , chwilowo przynajmniej. Jakoże jednak widziałam już wiele rozwiedzionych par i sama widziałam siebie niejako na początku tej drogi mogę zaryzykować twierdzenie, że trudno jest zachować przyjacielskie stosunki między byłymi małżonkami. Nawet jak już ból minie, nawet jeżeli obie strony ułożą sobie życie, trudno jest ludziom wybaczać sobie nawzajem na tyle, żeby razem dawać sobie więcej niż zwykłą uprzejmość. Emocjonalna odpowiedzialnośc nie ma z tym nic wspólnego. Istnienie przyjazni zakłada bowiem istnienie głębokich więzi, a te zostały podobno zerwane, jak zgodnie orzekły strony w procesie sądowym. Niemniej jednak istnieje pewnien stan, który dla mnie jest synonimem tej tzw. przyjazni porozwodowej, a na swój użytek nazywam to pokojowym współistnieniem. Gdyby ludzie mogli wznieść się ponad obrażone własne ego, tudzież skrzywdzone to samo ego, to mogliby po prostu istnieć w tej samej przestrzeni, nie wzbudzając w sobie nawzajem negatywnych uczuć działaniem czy zaniechaniem. I chyba to wystarczy na początek, a może i na cała wspólną lub tylko przypadkową drogę. Więc pewnie to sformułowanie, które jest tak niezrozumiałe, że brzmi jak oksymoron, z tym byciem przyjacielem jest tylko popychanką językową, która niewiele ma wspólnego z prawdziwymi intencjami stron. Strony mają przecież na myśli brak konfliktów przede wszystkim. A z tego więzi przyjacielskie na pewno li i jedynie się nie składają. Operujemy słowami bezmyślnie. Nic dziwnego, że w osobach myślących budzi to zdecydowany sprzeciw przeciwko niskiej jakości życia w warstwie werbalnej. W końcu tak jak się wypowiadamy, tak myślimy. A może odwrotnie. W każdym razie ja też nie daję pozwolenia na brak precyzji wypowiedzi. Z byłym potencjalnie mężem mogłabym co najwyżej pokojowo współistnieć, dla swojego i dzieci dobrostanu.
|